|

doświadczenie budowlane:
Ta część jest przeznaczona dla budowlańców i tych co chociaż przygodnie ale na czas budowy chcą dołączyć do naszej branży. Na przykład budują sobie dom „metodą gospodarczą”. Nic nie stoi na przeszkodzie żeby skoro wchodzą w naszą dziedzinę zawodową robili to dobrze. Będę w niej używał języka zawodowego bo uważam, że nasz zawód budowlańców jest na tyle ważny w działalności człowieka, że wskazane jest by jego przedstawiciele kreowali odrębność branżową i szanowali swoją tradycję.
Moje doświadczenie w budownictwie zdobywam już od lat. Zacząłem od pracy w firmie remontowej „MPRB W-1” w Warszawie w 1983 r. Tam pracowałem przez 5 lat i przekonałem się, że utarte stereotypy jakoby dawniej budowano lepiej nie są prawdziwe. Spotykałem takie same „knoty” w starych substancjach budowlanych jak i teraz spotykam. Okazuje się że partactwo jest nieodłączną częścią naszego zawodu od lat. Tyle, że szczególnie duże „knoty” nie ostały się próbie czasu. Po prostu były tak rażące, że w końcu ktoś je poprawił lub było tyle czasu, że przy okazji kolejnych remontów dokonano stosownych napraw. A być może fuszerki doprowadziły do tego, że obiekt budowlany przestał istnieć i „źli fachowcy” nie pozostawili po sobie świadectwa swojej pracy. To wszystko według mnie jest przyczyną, że w starych budynkach jest obiektywnie mniej rzeczy źle zrobionych.
![[Rozmiar: 2119 bajtów]](rys/literkaz.jpg)
asady budowlane
Zasady budowlane: to powiedzonka ujmujące nasz dorobek zawodowy w proste formułki
Beton
- "3 łopaty piachu i 1. cementu - gwarantowany beton na budowie - zawsze wychodzi”: o tej zasadzie dowiedziałem się w 1984 r. na ART.- Olsztyn (obecnie Uniwersytet Warmińsko-Mazurski) na wykładach: Konstrukcje betonowe świetnego wykładowcy doc. dr hab. Antoni Łączkowski. Praktykowałem ją wiele razy i polecam wszystkim. Potwierdzam rzeczywiście zawsze wychodzi. Łopaty mają być pełne tyle ile się na nich zmieści cementu lub kruszywa.
W wypadku „piachu” jak wytwarzałem mieszankę betonową to zależnie jaki miałem żwir stosowałem trzy łopaty kruszywa z tym że: - jak pospółka to 2. łopaty pospółki i 1. łopata piasku (wiślaka), - jak żwir płukany to 1. łopata żwiru płukanego i 2. łopaty piasku Polecam tą zasadę przy wykonywaniu betonu i szlicht metodą gospodarczą np. na domkach jednorodzinnych.
- „do betonu mało wody, na beton dużo wody”: tą zasadę też wykładał doc. dr hab. Antoni Łączkowski na ART.- Olsztyn w 1984 r. Jest ona znana każdemu inżynierowi budownictwa. Zasada ta mówi o wykonywaniu mieszanki betonowej (ale też szlicht) oraz o jej późniejszej pielęgnacji.
W skrócie: jeżeli się uda urobić (wymieszać) mieszankę betonową z jak najmniejszą ilością wody to większa część cementu weźmie udział w wiązaniach z kruszywem - „do betonu mało wody”.
Czyli nasza mieszanka powinna być jak najgęściejsza. Najlepiej jakby była półsucha. Taką udaje się uzyskać nie na budowie domku jednorodzinnego a w zakładzie prefabrykacji. Ale kierunek znamy.
Drugi człon: „na beton dużo wody” mówi, że następnego dnia i przez cały okres pielęgnacji betonu najlepiej aby nasz beton był pod wodą. Z mojej praktyki; stropy i in. polewane wodą są zwykle o ok. 20 % mocniejsze od nie polewanych i zostawionych samym sobie. Najważniejszy jest tutaj następny dzień po „betonowaniu”.
Dobre efekty przynosi przykrycie betonu folią PE (polietylenową) i dolewanie wody pod folię. Szczególnie przydatne w słoneczny dzień. Beton tak szybko nie przesycha.
Akustyka
- „masa tłumi drgania”: zasada też z wykładów na ART.- Olsztyn, dotyczy akustyki budowli a dokładniej dźwięków powietrznych.
Dźwięki w budynkach występują jako powietrzne i uderzeniowe. Przed dźwiękami uderzeniowymi chroni mieszkania stosowanie tzw. „podłogi pływającej” a przed dźwiękami powietrznymi odpowiednio masywne przegrody.
Aktualnie przegroda między lokalami mieszkalnymi („ściana” dla niewtajemniczonych) z cegły pełnej musi mieć grubość 25 cm żeby spełniać wymogi izolacyjności akustycznej na dźwięki powietrzne.
Wszystko to sprowadza się do tego, że jeżeli wykonamy ścianki w mieszkaniu z materiału lekkiego np. z dykty/gipsokartonu to mimo, że będą one dobrze wykonane i tak będziemy słyszeć rozmowy z sąsiedniego pomieszczenia tak jak przez telefon. Dopiero ścianka nawet tzw. „trójka”, czyli tzw. „cegła na rant”, czyli tzw. 6,5 cm z cegły dziurawki zapewnia właściwą izolacyjność akustyczną pomiędzy pokojami.
Dawniej podawano, że stropy między lokalami mieszkalnymi musiały mieć ciężar powyżej 280 kg/m². Dlatego też w starych kamienicach stropy drewniane dociążano polepą glinianą albo leszem. Poza względami p.poż. zapewniało to wystarczające tłumienie dźwięków powietrznych w masie przegrody.
Materiały
- „słabe ma się trzymać mocnego”: tej zasady nauczył mnie kolega, na samym początku mojej przygody z budownictwem teraz ma firmę budowlaną. Zasada ta odnosi się głównie do tynków – ale nie tylko. Wszędzie gdzie ją złamiecie wierzchnia warstwa się nie utrzyma. Gdy sobie przemyślicie tą zasadę dojdziecie sami do wniosku, że każda konstrukcja warstwowa musi mieć kolejne warstwy w układzie narastającej (lub malejącej) wytrzymałości. Wynika to z tego, że materiały w budownictwie mają rozszerzalności cieplne wprost proporcjonalne do wytrzymałości.
Pozornie to oczywiste ale przekonacie się, że w praktyce budowlanej zapominanie o tej zasadzie sprawi Wam zawsze psikusa.
Fizyka budowli
- „budowla nie lubi pustek” tą zasadę wymyśliłem sam gdzieś w 1986 r. pracując w firmie remontowej. Wszędzie gdzie natrafialiśmy na zamknięte puste przestrzenie były one przyczyną problemów. W fundamentach i izolacjach p.wilgociowych i p.wodnych gromadziła się lub przemieszczała się woda, która z kolei była przyczyną zacieków, wilgoci, zagrzybień, przemarzań w innych miejscach budynku. Natomiast w ścianach były to niezłe siedliska dla robactwa, gryzoni lub w najlepszym razie pudło rezonansowe.
Uważam że lepiej puste miejsca wypełnić czymkolwiek nawet workami po cemencie niż pozostawić samym sobie.
Organizacja budowy
- „chłop + kielnia = murarz ?” tą zasadę też wymyśliłem sam gdzieś w 1998 r. pracując w wykonawstwie mieszkaniówki i prowadząc budowy. Jest to zasada ograniczonego zaufania do kadr rzemieślniczych. Na budowach spotykałem się z robotnikami i rzemieślnikami. Różnica zasadnicza. Robotnik to nie rzemieślnik. Rototnik to pracownik fizyczny, który wykonuje najprostrze czynności: przeładunki, taczkowanie, kopanie dołów. Pomocnik murarza/tynkarza to już wyższa klasa robotnika. Rzemieślnik to poziom dawnego czeladnika lub mistrza. Murarz, cieśla, glazurnik, tynkarz, zbrojarz itp. Samodzielnie potrafi wykonać jakiś element robót budowlanych. Majster wydaje polecenie rzemieślnikowi (np. murarzowi lub cieśli) np.: "proszę wykonać ściany na drugim piętrze klatki 3. w osiach od "A" do "B". Rzemieślnik (np. murarz lub cieśla) sam bierze projekt, robotników, narzędzia, materiały i wykonuje te "ściany". Majster potem sprawdza jak wykonał i odbiera roboty. Robotnik może zostać rzemieślnikiem, ale musi opanować dany zawód na poziomie co najmniej dobrze zdanej tzw. zawodówki. Czyli robotnik to pracownik fizyczny niesamodzielny, a rzemieślnik to pracownk fizyczny samodzielny, samodzielnie potrafiący wykonać jakiś rodzaj robót budowlanych, murarskich, malarskich, spawalniczych czy innych i czytający projek. Zasada mówi prekornie, że jak widzimy kogoś kto wygląda jak rzemieślnik to nie koniecznie jest to rzemieślnik. Kadry pracowników fizycznych na budowach w Warszawie od lat są zasilane przez chłopo-robotników dojeżdżających z okolic. Wielu z nich po okresie przyuczenia do zawodu zostaje świetnymi fachowcami i cennymi rzemieślnikami ale nie od razu. Często prezentowano mi murarzy, którzy poza tym, że w rękach trzymali kielnie to wg. mnie żadnymi murarzami nie byli. Dla mnie byli chłopami, którym do ręki dano kielnie. Stąd trochę prześmiewcza ta moja zasada, że ocenianie pracowników po wyglądzie i na wyrost może nie być trafne. Mając na uwadze tą zasadę wydając jakieś polecenie pracownikowi fizycznemu należy założyć, że jest przyuczony do zawodu i nas nie rozumie. Jest "chłopem" plus "kielnia". - Najpierw wydajemy pracownikowi polecenie najprościej jak umiemy. - Potem prosimy żeby powiedział własnymi słowami co ma zrobić (teraz my musimy zrozumieć go, czy o to nam chodziło) - Jak jesteśmy głęboko przekonani, że pracownik rozumie co ma robić to spokojnie możemy odejść i - Jak po 30 min. przyjdziemy sprawdzić co robi nasz pracownik to w 50% przypadków przekonamy się, że zrozumiał to ...inaczej lub robi po swojemu czyli nie tak jak chcemy. To jest z mojego doświadczenia. Zawsze należy przyjść po ...najpóźniej jednej godzinie i na bank w 50% przypadków będzie to robione inaczej. No cóż "chłop+kielnia...?"
Geotechnika
- „kurzawka nie występuje – kurzawkę się wywołuje” zasada odnosi się do stereotypu zjawiska kurzawki (z wykładów szkolenia na SGGW w 2006 r.)
prof. Wiłun mawiał: „Żeby powstała kurzawka musi być: woda, grunt i zły inżynier”. Dr inż. Władysław Matusiewicz podczas szkoleniu na SGGW stwierdził, że nie zna przypadku żeby gdzieś na świecie było samoistne zjawisko kurzawki.
Zjawisko kurzawki zawsze jest spowodowane nierównowagą sił wewnętrznych występujących w gruntach niespoistych. Gdy ciśnienie spływu jest większe niż ciężar gruntu; cząsteczki gruntu są „porywane” ze swoich miejsc w szkielecie gruntowym. Przemieszczanie to zawsze ma charakter lawinowy. Ciśnienie spływu działa na powierzchni jaką właśnie odsłoniliśmy swoim wykopem. Proces rozpoczyna się nagle bez żadnych sygnałów.
Na całej odsłoniętej krytycznej warstwie następuje utrata struktury szkieletu gruntowego. W krótkim czasie (zwykle kilka sekund) cały wykop mamy pełen pulpy piaskowo wodnej. Przyroda jak zawsze dąży do równowagi. Dobrze jeszcze jak nie ma ofiar. Najlepiej kurzawka powstaje w pyłach.
Badania w terenie (geotechnika)
- „Jeżeli jakiekolwiek badania wykazują, że jest źle to jest źle. Natomiast jeżli wszystkie badania wykazują, że jest dobrze to nie zawsze jest dobrze".
Tak twierdzi dr inż. Henryk Dąbrowski z Politechniki Warszawskiej specjalista w zakresie izolacji przeciwwodnych budynków i budowli. Aktualnie współpracuję z Panem Henrykiem Dąbrowskim i przekonuję się, że Jego ostrożność w interpretacji wyników badań jest zasadą, którą trudno przecenić.
Przyroda często płata nam figle i konieczna jest odrobina pokory do rzeczy i zjawisk w budownictwie. Krytyczny stosunek do wyników badań może uchronić przed przykrymi niespodziankami.
Nie należy ufać bezkrytycznie badaniom. One też potrafią mieć błąd. Powielanie ich błędu nie błędzie błędem badań ale naszym błędem.
Jesteś139 gościem na mojej stronie.
|
|